Wyobraź sobie czarną dziurę i nic poza nią.
Tak wcześniej wyglądało moje życie. Ciemność i nie wiedza. Ale w tym momencie czarna dziura jest pełna liczb rozjaśnień i spekulacji. Nic w życiu nie da się zaplanować. Zawsze coś może pójść w odwrotną stronę niż byśmy tego chcieli.Lecz mimo wszystko wierzę, że to wszystko ma jakiś sens. Każdy ból, każda łza, każde szczęście, a wiesz czemu? Bo los każdego człowieka jest zapisany w gwiazdach, a one podczas naszego życia - nie gasną.
~***~
Obudził mnie dźwięk budzika. Godzina siódma rano. Wakacje. Za co mnie tak świat nienawidzi? Wygramoliłam się z łóżka i podniosłam rolety. Światło słońca, oślepiło mnie na chwilę. Otworzyłam okno i skierowałam się do drzwi przy okazji omijając ubrania rozrzucone na ziemi. Cała ja.
- Aria? - usłyszałam z dołu głos mamy - wstałaś już?
- Tak - odkrzyknęłam - zaraz zejdę!
Skierowałam się do łazienki i odbyłam poranną toaletę. Splotłam włosy w grubego warkocza i zeszłam na dół do kuchni.
Zastałam mamę siedzącą na krześle i czytającą gazetę. Czemu ona zawsze musi wyglądać tak świetnie? Włosy miała upięte w wysoki kok i ubrana była w jeansy oraz zieloną marynarkę. To po niej odziedziczyłam swoje długie blond włosy no i... na moja nieszczęście kobiecą figurę. Jedyne co wyciągnęłam z taty to oczy w kolorze zieleni.
- Gdzie tata? Czy nie powinniśmy zacząć szykować się do drogi? - otworzyłam lodówkę.
- Musiał wyjść coś załatwić skarbie, bo - przerwała na chwilę i zaczęła miętolić gazetę - plany trochę się pozmieniały.
- To znaczy? - odgryzłam kawałek parówki - w jakim sensie?
- Cóż słońce pogadamy jak tata wróci.
Zaczęłam podejrzliwie się na nią patrzeć. Coś jest nie tak. Czułam to w kościach. Usiadłam na przeciw niej i skarciłam ją wzrokiem. Zbyt dobrze znam ich numery.
- Tylko mi nie mów, że..
- Jestem już! - krzyknął tata, zamykając drzwi - załatwiłem jej wszystko, bilet oraz rozmawiałem z Arnoldem i z chęcią - wszedł do kuchni i mnie zauważył - ją przyjmie.
- No witaj tato - odchrząknęłam - powiecie mi co tu się wyprawia? Jaki bilet? Co ma do tego wujek Arnold?
Tata poluzował krawat i spojrzał się na mnie tak, jakby przed chwilą zabił mojego psa i go pochował.
- Na mnie się nie patrz - powiedziała mu mama.
- Słuchaj Aria - usiadł obok mnie, jakbym była pracownikiem, którego musi zwolnić - dostałem dzisiaj ważny telefon i niestety nie możesz z nami jechać do tych Chin.
Patrzyli się na mnie i czekali na jakąkolwiek reakcję. Ale ja nie miałam zamiaru się wkurzać. Byłam tylko po raz milionowy bardzo rozczarowana. Siedziałam cicho i czekałam na ich kolejny ruch.
- Ale - zaczęła mama - możesz za to pojechać do wuja Arnolda do Fallen Foals, wszystko jest już załatwione.
- Brzmi... świetnie - syknęłam.
Rodzice jęknęli. Czasami miałam wrażenie, że jestem bardziej dojrzała od nich.
- Aria naprawdę Cię przepraszamy, ale to ważny kontrakt i serio nie możemy tego zawalić - mama złapała mnie za rękę, a ja zabrałam ją ze stołu.
Powoli wstałam, nalałam sobie szklanki wody.
- Oh nie musicie mnie przepraszać, już dawno przyzwyczaiłam się, że firma jest najważniejsza. Po prostu po raz kolejny... rozczarowaliście mnie - wyszłam z kuchni - A! I nie zapomnijcie przywieźć mi kubka! - krzyknęłam i poszłam do swojego pokoju.
Co miałam innego w tej sytuacji zrobić? Miałam skakać ze szczęścia? Nigdy. Mieliśmy razem zwiedzić Chiny, a za to zostanę wysłana do dziury na mapie.
W każdej sytuacji staram się widzieć plusy, ale z biegiem czasu staje się to coraz trudniejsze. Na pewno jest jeden, duży plus. Ucieknę od nich, od zgiełku i miasta.. odetchnę. No powiedzmy.
Wyciągnęłam walizkę z pod łóżka i wszystko z niej wyrzuciłam (była spakowana na podróż do Chin). Musiałam od początku się spakować, a zaczęłam od szarych dresów, kilku bluz z nazwami uniwerków (na które pewnie się nie dostanę) i za luźnych koszulek. Nie zamierzałam się stroić, o nie. Czas na odpoczynek. Ale mimo tego wrzuciłam czarne, niebieskie jeansy, niektóre z dziurami na kolanach, normalne koszulki, bikini i normalny strój kąpielowy. Na drzwiach wisiała ciemno-granatowa, przylegająca sukienka i też postanowiłam ją wziąć (no i parę innych). Nic mi nie zepsuje tego wyjazdu. Dopchałam jeszcze bieliznę, kosmetyki, parę par butów i vala. Walizka spakowana.
Do plecaka wepchnęłam parę książek do czytania, chemię, zeszyt do rysowania i skoroszyt, w którym zapisywałam wszystko.
Portfel, ładowarki i inne pierdoły wsadziłam do torebki.
Zajęło mi to piętnaście minut. Rekord. Stwierdziłam, że nie ma czasu do stracenia. Wciągnęłam na siebie czarne jeansy, ubrałam białą koszulkę na ramiączkach i pomalowałam oczy tuszem.
Przed wyjściem z pokoju szybko wbiłam w telefon nazwę tego miasta. Ku mojemu zaskoczeniu nic nie wyskoczyło oprócz zdjęcia ratusza. Jeszcze lepiej.
Torbę i plecak wzięłam na ramię. a walizkę do ręki. Byłam gotowa na wszystko (raczej).
Zeszłam na dół, jak gdyby nigdy nic, a rodzice nadal siedzieli w kuchni.
- Kiedy jest pierwszy autobus? - postawiłam walizkę na ziemi i zaczęłam ubierać różowe trampki.
- Kupiliśmy Ci bilet na czternastą - powiedział tata.
- Chce jechać teraz - oznajmiłam - jeśli mnie nie zawieziecie na dworzec, poproszę Donę, aby mnie podwiozła.
Mama cicho westchnęła, wyciągnęła swój telefon i zaczęła sprawdzać.
- Masz na czterdzieści minut, Derek zawieź ją - nazwała tatę po imieniu, więc sprawa była przesądzona.
- Tylko proszę Cię, odzywaj się co parę dni - uśmiechnęła się delikatnie.
Podeszłam do niej i dałam jej buziaka w policzek. To po niej byłam taka zdeterminowana. Zostałam wychowana bezstresowo, dlatego nie ma pomiędzy mną, a rodzicami żadnych zasad oprócz jednej - dawaj znak, że żyjesz i nic Cię nie przejechało.
- Jasne mamo - przytuliłam ją.
- Aria chodź - zawołał tata. Zabrał już moje bagaże. Spojrzałam jeszcze raz na dom i mamę, a potem pobiegłam do auta.
~***~
Nasz dworzec autobusowy był od zawsze w kolorze brązowym, ale rok temu władze miasta postanowiły go przemalować na jasne kolory i teraz wygląda na raj transwestytów ( moja przyjaciółka Dona to wymyśliła, ale to totalnie inna historia).
Czekaliśmy z tatą na autobus.
- Wiesz, że nie musisz tego robić? - zapytał
- No właśnie muszę i tak nie miałam dużego wyboru tato, tak z jednej strony jest mi przykro, ale nic na to nie poradzę - westchnęłam. Objął mnie ramieniem.
- Możesz używać swojej karty kredytowej jak tam będziesz... A ja oddam ci wszystkie pieniądze jakie wydasz.
Widać złapały go wyrzuty sumienia, szybko.
- Szykuj się na to,że wykupię całe miasto - roześmialiśmy się - ale serio przywieźcie mi kubek.
- To ty się odzywaj do nas i pozdrów Arnolda - autobus podjechał, tata chwycił moją walizkę i plecak. Włożył je do luku na bagaże.
- Naprawdę doceniam to jak odważna jesteś - przytulił mnie do siebie na pożegnanie.
- Dzięki tato, odezwijcie się po lądowaniu - pocałowałam go w policzek i wsiadłam do autobusu.
Zajęłam sobie miejsce po środku, przy oknie. Ostatni raz pomachałam tacie, który po chwili odjechał do domu.
Rozsiadłam się w fotelu, wyciągnęłam telefon i słuchawki. Pora obwieścić Donie, gdzie jadę.
Hej Don, zgadnij gdzie jadę? Nie, nie do Chin. Wymigali się jak zawsze. Fallen Foals. Mój miesięczny cel podróży. Chcesz gałązkę na pamiątkę??
Kliknęłam wyślij w momencie, gdy autobus ruszył. Od razu dostałam odpowiedź.
Nawet trzy! Odzew jak dojedziesz.
Włożyłam słuchawki do uszu i w rytmie Ellie Goulding jechałam przed siebie do trzysta dwadzieścia kilometrów miasta. Odważnie co?
~***~
A tak dla sprostowania - Done poznałam trzy lata temu. Obie miałyśmy najgorszy dzień świata. Ona siedziała na murku w parku, a ja szłam przed siebie z obolałą ręką. Różnica polegała na tym, że ona płakała. Usiadłam obok niej jak gdyby nigdy nic.
- Słaby dzień? - zaczęłam.
- Gorzej - odpowiedziała wycierając oczy swoim swetrem.
- Znam świetną kaloryczną knajpę - rzuciłam.
I oto tak zaczęła się nasza świetna, burzliwa znajomość pełna jedzenia, hormonów i facetów. Za dużej ilości facetów. Ale spoko, złamałyśmy więcej serc (no dobra, ja więcej szczęk i rąk, ale to szczegół). Grunt,że to normalna, chora przyjaźń.
Nie wiem co bym bez niej zrobiła.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz